1x1
Strona główna » Studenci » Jak poprawić jakość polskich uczelni?
Spis treści raportu
Jak poprawić jakość polskich uczelni?

Polska jest krajem boomu edukacyjnego.

Liczba studentów wyższych uczelni zwiększyła się z 394 tys. w roku akademickim 1990/1991 do prawie 2 mln obecnie. 1 Współczynnik scholaryzacji grupy wiekowej 19-24 lat osiągnął 48% - jeden z najwyższych poziomów w Europie. 500 studentów przypadających na 10 tysięcy mieszkańców Polski to szósty najwyższy wynik na świecie. Jednak polski boom edukacyjny ma charakter głównie ilościowy. Wzrosła liczba studentów, kierunków studiów i wreszcie samych uczelni.

1 GUS, Studenci szkół wyższych w Polsce w roku akademickim 2007/2008, (2008), [http://www.stat.gov.pl/gus/45_4291_PLK_HTML.htm]

Trzeba przekształcić ilościowy wymiar boomu akademickiego w wymiar jakościowy.

Jakość uczenia w szkolnictwie wyższym pozostawia wiele do życzenia. Na uczelniach publicznych, pracownicy uczelni są wynagradzani głównie za dorobek naukowy, a nie za dobrą pracę ze studentami. Na uczelniach prywatnych, choć rzecz jasna nie jest to regułą, część studentów uczy się bardziej dla dyplomu niż dla wiedzy. Nawet najlepsze polskie uczelnie, Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Jagielloński, mieszczą się zaledwie w czwartej setce tzw. listy szanghajskiej 2 – prestiżowego rankingu najlepszych uniwersytetów na świecie. W konkurencyjnym rankingu École des Mines de Paris (3) wśród najlepszych blisko 400 uniwersytetów świata nie ma żadnej polskiej uczelni.

2 Institute of Higher Education, Shanghai Jiao Tong University, (2007), [http://ed.sjtu.edu.cn/rank/2005/ARWU2005Main.htm]

Nierówność dostępu.

Przy słabo funkcjonującym systemie stypendiów socjalnych i naukowych, dostęp do szkolnictwa wyższego, w szczególności do najlepszych uniwersytetów, jest wyraźnie utrudniony dla osób spoza dużych aglomeracji (wg GUS różnica pomiędzy dużymi miastami a wsią, w odsetku studiujących w grupie wiekowej 20-24 lata, wynosiła w 2005 r. 13,5%). Z drugiej strony kryteria przyznawania stypendiów naukowych powinny być zrewidowane, aby zapewnić większe niż obecnie wsparcie rzeczywiście najlepszym.

W ocenie menedżerów i przedsiębiorców polski system edukacyjny jest słabo dopasowany do potrzeb gospodarki.

Zarówno międzynarodowe, jak i krajowe badania dowodzą, że musimy jeszcze wiele poprawić w szkolnictwie wyższym, aby można było uznać, że dobrzy absolwenci uczelni mają kompetencje odpowiednie z perspektywy potrzeb przyszłych pracodawców. Według badań ankietowych World Economic Forum. (4) Polska pod tym względem zajmuje 19. miejsce w poszerzonej UE z oceną 4 w skali 1-7. Z kolei badanie wśród polskich przedsiębiorców wykazało między innymi, że jedynie 6% ocenia wysoko umiejętności podejmowania decyzji nowo zatrudnionych absolwentów uczelni. Jeszcze gorzej oceniane są umiejętności absolwentów w zakresie zarządzania projektami – aż 81% pracodawców uważa je za niskie, a pozostałe 19% za średnie. 5

4 Światowe Forum Gospodarcze (2007), [http://www.insead.edu/v1/gitr/wef/main/analysis/]
5 Państwowa Komisja Akredytacyjna (2007), [http://www.pka.edu.pl/index.php?page=matinf]

Dyskusja: Jak poprawić jakość polskich uczelni?
  • Nie bój się wyrazić własnej opinii publicznie
  • Każdy głos jest ważny, Kapitał Intelektualny Polski to Nasza wspólna sprawa
  • Krytykuj konstruktywnie
Ze względów społecznych zdecydowaliśmy, że swoich opinni nie powinno się wyrażać anonimowo - dlatego aby dodać swoją opinię musisz się wpierw zalogować.

Jeśli masz już swój login i hasło przejdź do formularza logowania, jeśli nie zarejestruj się w portalu Kapitał Intelektualny Polski.
jan
02-02-2009 11:43:03
Konieczne jest wyraźniejsze DOWARTOŚCIOWANIE szkolnictwa wyzszego zawodowego (w tym zawody: inżyniera dowolnej specjalności, nauczyciela dowolnej specjalności, ekonomisty, prawnika i wiele, wiele innych) i oddzielenie go od szkolnictwa akademickiego. .......... Zawodu nie musi nauczać doktor habilitowany. Tu wystarczy doktor, dobry dydaktyk, czasem nawet lepszy jest i magister - ale PRAKTYK w zawodzie. ....... Wniosek: minima kadrowe habilitacyjne dla studiow zawodowych są zbedne. Wystarczy limit doktorów (specjalistów W DANEJ DZIEDZINIE!). .......... Z kolei jesli chodzi o studia magisterskie, to powinny one dotyczyc dziedzin akademickich, gdzie nie wystarczy (aby być wykladowcą) wiedza potoczna, przeczytanie podręcznika, czy trochę praktyki (JEŚLi wystarczy - to nie jest to kierunek prawdziwie magisterski). I tam kompetencja wykladowcy jest kluczowa. Choć nalezy wymagać (i płacić) za to, aby tę kompetencję dobrze wykorzystywac dydaktycznie.
malgorzata.academicus
10-01-2009 16:05:20
Sledzac pilnie polska dyskusje na powyzszy temat odnosze wrazenie, ze dotyczy ona JEDNOSTEK BADAWCZYCH a nie wyzszych uczelni. Nawet obecne zalozenia do reform i bezposrednie wypowiedzi minister Kudryckiej lansuja teze, ze jak podniesiemy poziom badan na uczelniach to polski system szkolnictwa wyzszego nagle stanie sie lepszy, a przede wszystkim efektywny z punktu widzenia wartosci rynkowej absolwentow i polskiej gospodarki. Moim skromnym zdaniem nic bardziej blednego (zwlaszcza dla szkolnictwa masowego), gdyz argument 'im wieksza wiedza i potencjal naukowy kadry' tym lepsza dydaktyka bynajmniej mnie nie przekonuje - sprobuje wyjasnic dlaczego, bazujac na wlasnych doswiadczeniach osoby, ktora wrocila do kraju po siedmiu latach pracy stricte naukowej na europejskich uczelniach (CH, D, UK) z doktoratem EPFL z wynikami potwierdzonymi publikacjami na LF i cytowaniami (osiagnelam wiec juz cele zalozonej reformy i to bez zlotowki nakladu ze strony polskiego budzetu). :-) Czy to w jakis sposob przelozylo sie na podniesienie jakosci ksztalcenia polskich studentow? Z pelna odpowiedzialnoscia twierdze, ze NIE, bo nie ma jakiegokolwiek zainteresowania wykorzystaniem moje wiedzy (kapitalu intelektualnego) w kraju. Smiem twierdzic, ze zajecia dydaktyczne (nie przydzielono mi ani jednego wykladu przez 8 lat pracy po powrocie do Polski!!!), ktore prowadze smialo mogl by prowadzic z podobnym (a moze nawet lepszym metodycznie) efektem nauczyciel technikum na przyzwoitym poziomie!!! Doprawdy nie wiem do czego sa potrzebne te wszystkie tytuly, minima do prowadzenia wiekszosci zajec podstawowych, uzupelniajacych, na pierwszych latach - odpowiadajace poziomowi undergraduate i co to ma/mialo wspolnego z wykorzystaniem mojej wiedzy. W tym okresie studiow duzo wazniejsza (niz publikacje, ktorych na tym etapie student nie jest w stanie przeczytac ze zrozmieniem) jest umiejetnosc ksztaltowania postaw studentow, ich samodzielnosci po okresie 'pamieciowego wkuwania w szkole'. To ten okres jest moim zdaniem decydujacy dla nabycia tzw 'miekkich umiejetnosci' przez przyszlego absolwenta, a takze decyduje o przebiegu dalszych studiow. Brak wystarczajacych srodkow finansowych na dydaktyke (liczne grupy i ograniczenie godzinowe programow, zwiekszone ustawa z 2005r pensum, 'wieloetatowosc' czyli nadgodziny na studiach zaocznych opisana w raporcie OECD) + wymogi 'naukowe' do oceny pracownika powoduja, ze nie poswieca sie studentowi odpowiedniej ilosci czasu, nie obejmuje go opieka co ma decydujacy wplyw na przyszla jakosc absolwentow. Zwiekszenie poprzeczki naukowej dla dydaktykow z przedmiotow undergraduate moze odniesc wrecz przeciwny skutek - jeszcze bardziej odciagnie ich od studentow! Nie oznacza to, ze ta grupa pracownikow nie ma sie na biezaco doksztalcac i byc zaznajomiona z 'the state of the art'. Postawie wiec kontrowersyjna teze, ze zanim w ramach 'reformy' wpompuje sie w uczelnie dodatkowe srodki na 'podniesienie kapitalu intelektualnego kadry', czy wybuduje nowe budynki i wyposazy w kosztowne sprzetowo i w uzyciu laboratoria drogich technologii, ktorych przemysl w kraju nie istnieje(!), nalezy dokonac bilansu (audytu) wykorzystania istniejacego juz kapitalu ludzkiego i posiadanych srodkow finansowych na polskich uczelniach - zwlaszcza w kontekscie procesu dydaktycznego. Moim zdaniem, glowne zrodlo slabej kondycji polskiego szkolnictwa wyzszego tkwi glownie w sposobie ORGANIZACJI uczelni, samego procesu dydaktycznego, a w szczegolnosci w systemie zarzadzania i 'demokratycznego' podejmowania decyzji. Na dzisiaj dydaktyka, to zrodlo godzin dla jednostki uczelnianej, ktore przekladaja sie na liczbe 'stabilnych' (po konkursach) etatow i glownie tak jest traktowana (a nie jako misja uczelni). Postawie jeszcze raz jasno teze: GODZINY DYDAKTYCZNE (ich podzial) NA POLSKICH UCZELNIACH PANSTWOWYCH PODPORZADKOWANE SA STRUKTURZE KADROWEJ, 'zapotrzebowaniu na etaty' i sile glosowania na RW (zatwierdza programy, siatki) poszczegolnych jednostek, a nie jakosci i zawartosci programu. Jak juz pojawi sie 'zewnetrzny nacisk' na wprowadzenie nowego przedmiotu lub zmiane tresci programowych to nie szuka sie nowej kompetentnej kadry tylko 'przekwalifikuje' (czasami na sile) juz istniejaca. Czesto powstaja nowe programy, o haslach przyciagajacych studentow, a w ramach ktorych w efekcie wyklada sie dalej to samo co od lat (nowe hasla pojawiaja sie potem tylko sladowo). Dodatkowe srodki zuzywa sie na zatrudnienie wlasnego doktoranta, a nie na sciagniecie wysokowykwalifikowanej osoby spoza uczelni, celem zwiekszenia oferty dydaktycznej czy potencjalu naukowego jednostki. Papierkiem lakmusowym moga byc tzw. nowe 'flagowe kierunki'. Jezeli w zwiazku z ich powstaniem nie zatrudniono nowej kadry, to dlaczego nie powstaly one wczesniej na bazie juz istniejacych pracownikow? 'Stabilna' pozycja na polskiej uczelni jest scisle powiazana z pensum dydaktycznym - bez godzin nie ma mozliwosci podjecia pracy, o czym lojalnie uprzedzam wszystkich, ktorzy sadza, ze nawet kilkuletni grant typu 'homing' FNP gwarantuje udany powrot do kraju, a takze osoby postulujace wykorzystanie w procesie dydaktycznym wiedzy Polakow przebywajacych za granica. Chcialoby sie zaspiewac: 'Gdzie te godziny, gdzie? Dopoki organizacja procesu dydaktycznego pozostanie w gestii 'demokratycznej' decyzji zatrudnionych juz pracownikow, dopoty nic sie nie zmieni. Czas na to, by osoba odpowiedzialna za dydaktyke, przestala byc zalezna od pracownikow, by student mial wybor wykladowcy/przedmiotu - krotko czas na konkurencje i niezlezna ocene procesu jakosci w dydaktyce. Wtedy dopiero beda mogly nastapic prawdziwe projakosciowe zmiany, a nie fikcyjne poprzez ministerialne minima programowe lun kadrowe. A na dzisiaj reformatorom polskiego szkolnictwa wyzszego stawiam pytanie: Dlaczego od pieciu lat ucze francuskich studentow mechaniki obliczeniowej, a moj znajomy ostatnio mi powiedzial, ze jezeli chce tego uczyc w kraju to chyba musze zalozyc sobie wlasna szkole? Dodam, ze moje pobyt jako profesor wizytujacy we Francji sa z polecenia... polskiej czolowej uczelni technicznej, na ktorej ten przedmiot nie jest wykladany!!! Panowie reformatorzy - klucz do sukcesu: reorganizacja polskich uczelni, a zwlaszcza ich systemu zarzadzania (rady powiernicze, system kanclerski, odejscie od demokracji akademickiej). Bez tego nie ma szans na podniesieniepoziomu dydakyucznego, a w konsekwencji naukowego. Polskim uczelniom juz zaczyna brakowac kompetentnych absolwentow - mlodziez ucieka na studia za granice i wcale sie jej nie dziwie!!! Natomiast obecna kadra usilnie stara sie przekonac politykow, ze jak im sie da wiecej pieniedzy na badania i wybuduje laboratoria to polska dydaktyka zakwitnie. Bedzie wrecz odwrotnie - pograzy sie, bo Ci wspaniali naukowcy beda mieli na nia jeszcze mniej czasu!
mistrzu
03-08-2008 00:53:52
Wprowadzić uczciwe rankingi jako prezentacje wyników badań socjologicznych samych uczelni. Powinien być on głównym elementem oceny kapitału intelektualnego młodego pokolenia pomiędzy uczniami, a seniorami. Nie tylko ze względu na ocenę jakości nauczania studentów, również nauczania przez absolwentów młodszego pokolenia, czyli stopnia przekazywania, rozwijania utrwalania wiedzy w społeczeństwie. Sposobu dostosowania do potrzeb rynku pracy itp. Wydaje mi się, że od tego powinna wyjść analiza kapitału intelektualnego w społeczeństwie. Poza konkursem ciekawy jestem na ile to opracowanie zainteresuje 2 mln rzesze studentów. Wydaje się, że taka masa ludzi nie powinna przejść obojętnie, zapewne wakacje powodują, że dyskusja lekko wyciszona.
Duże firmy współpracujące w dziedzinie innowacji z instytucjami szkolnictwa wyższego , 2002-2004

Pięciokrotny wzrost liczby studentów w Polsce na przestrzeni ostatnich dwóch dekad może cieszyć, ale jeśli nie podniesiemy jakości kształcenia, będzie to sukces połowiczny i krótkotrwały.

Współpraca w zakresie badań między uniwersytetami a przemysłem (ŚFG, 2007)